Zapłodnienie pozaustrojowe staje się sposobem leczenia niepłodności dopiero, gdy zawodzą lub nie mogą być stosowane inne metody wspomaganego rozrodu. Metoda in vitro nie dość, że droga, jest też dużym obciążeniem dla organizmu, chociażby ze względu na leki hormonalne stymulujące owulację. Żadna para nie zdecyduje się na IVF bez wykluczenia możliwości zajścia w ciążę w inny, łatwiejszy sposób.

 

Zapłodnienie pozaustrojowe jest traktowane jako ostateczność. Zanim zdecydujemy się na nie powinniśmy przynajmniej przez rok starać się doprowadzić do ciąży w inny, najlepiej naturalny sposób i wykorzystać wszystkie inne możliwości. Jeżeli lekarz proponuje in vitro, mimo braku zastosowania alternatywnych metod, należy zachować nieufność wobec takich sugestii i znaleźć klinikę, która najpierw wskaże mniej obciążające sposoby leczenia niepłodności.

Zanim jednak zasięgniemy opinii eksperta warto upewnić się czy dochodzi do owulacji. Można to stwierdzić podczas obserwacji śluzu szyjowego, który, mniej więcej 2 tygodnie przed miesiączką, powinien mieć konsystencję surowego białka. Jeżeli wyniki obserwacji nam nie wystarczą można wykonać test owulacyjny, który przypomina nieco ciążowy.

Mimo iż IVF jest nazywane metodą leczenia niepłodności, liczne grono przeciwników tej tezy podkreśla, że zapłodnienie in vitro nie leczy, gdyż nie daje efektów trwałych. Najprościej mówiąc, kobieta niepłodna, po zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego, nie staje się płodna. Zdarza się jednak, że w wyniku uregulowania gospodarki hormonalnej organizmu po pierwszej ciąży uzyskanej dzięki in vitro dochodzi do zapłodnienia naturalnego.